Przy ogniu siedząc, rozmyślam sobie
o rzeczach, które zobaczyłem,
kwiecistych łąkach, motylach cudnych,
o wiosnach, które przeżyłem.
O żółtych liściach i babim lecie,
o jesieniach minionych,
o mgle porannej, złotym słońcu,
włosach na wietrze zmierzwionych.
Siedzę przy ogniu i myślę sobie,
jakie też świata oblicze,
gdy zima przyjdzie, a po niej wiosna,
której do swych nie doliczę.
Rzeczy tak wielu jeszczem nie widział,
tak licznych tych rzeczy wcieleń:
wszak każdej wiosny w każdym lesie
odmienna się rodzi zieleń.
Siedzę przy ogniu i myślę sobie,
o tych, co żyli w przeszłości,
i tych, co na świat będą spoglądać,
który już mnie nie ugości.
Kiedy tak jednak siedzę i dumam
o czasach dawno minionych,
to przecież uszu ciągle nadstawiam
na rozgwar głosów znajomych.
J.R.R. TOLKIEN “Władca Pierścieni” przekład J. Łoziński – pieśń Bilbo

Przyszła jesień, zimny wiatr łamie parasole, zrywa czapki z głów
Dni są szare i ponure więc myślimy sobie
Już niedługo spadnie śnieg i okryje skrzącym puchem cały świat.
Będzie pięknie i cudownie, aż się będzie chciało żyć.

Gdy zmęczeni mrozem już będziemy,
To zamarzy się nam wiosny czar.
Słońce grzeje, wszystko w koło się zieleni,
Życie zbudzi się na nowo i kwiatami obsypuje cały świat.

Ciepło, miło, istny żar, a to lato tuli nas.
Szybko szukać gdzieś ochłody, trochę cienia, trochę wody
Kiedy skończą się upały, by ochłonąć trochę już
Niech się lato skończy już.

W sadach jabłka już spadają,
Drzewa barwy swe zmieniają
Jakże piękny cały świat…
I znów deszcze zacinają i ponure dni nastają…

Pory roku się zmieniają
I umyka szybko czas
I zdziwieni się budzimy,
Że nam znów przybyło lat.

Jestem Wielkim Drzewem.
Korzeniami sięgam głęboko w ciemność.
Dźwięk wód,
Zamknięta mądrość skał,
Znam ich sekrety.
Mam zobowiązania, jestem niezawodne.
Zaznaję radości tam, gdzie stoję.
Wiem, czym jest niewyrażalny blask chwili.
Modlę się w doskonałym szczęściu
I śpiewam.
Światło wypełnia me włosy,
Czuję jak wieją wichry zmian,
Jak przepływają przeze mnie.
Stoję tam, gdzie jestem.
Wiem, że me miejsce jest doskonałe,
I chwila, ta chwila jest doskonała.
I śpiewam.
Rozpościeram ramiona, by przywabić
Żywe istoty, a one do mnie przychodzą,
Ofiarowuję im schronienie.
One zaś karmią mnie
Tym co upuszczą,
Przybywają i odchodzą,
A ja stoję
Śpiewając tę historię,
Powiewając nitkami
Ziemi i Nieba, Ziemi i Nieba, Ziemi i Nieba,
Nieba i Ziemi.
I śpiewam…
Ellen Evert Hofman
Stoi czarne drzewo 
w jesiennym ogrodzie.
Patrzę na nie co dzień.
Latem miało drzewo
zieloną koronę,
na ramionach ptaki
żółte i czerwone.
Ręce wyciągało,
nieba dosięgało
i śmiało się, śmiało.
Teraz stoi smutne,
chłoszcze je ulewa.
Żal mi tego drzewa.
Odleciały ptaki
tam, gdzie nie ma zimy,
odleciały liście
za nimi, za nimi,
odleciały kwiaty,
zabrał je ze sobą
wicher lodowaty.
Żal mi tego drzewa.
Teraz stoi smutne,
nikt mu nie zaśpiewa.
Pobiegnę do drzewa,
wdrapię się na gałąź
i będę mu śpiewał,
a drzewo, a drzewo
będzie mnie słuchało.
Zaśnij, drzewo, zaśnij.
Jutro będzie jaśniej.
Jutro będzie ładnie,
śnieg na ziemię spadnie.
Będziesz sobie spało,
ubrane na biało,
śniegiem otulone…
A jak się obudzisz,
znowu będziesz miało
zieloną koronę.
Danuta Wawiłow