Archive for the ‘fotografia’ Tag

Złudzenie   Leave a comment

Złudzenie

Posted 12 listopada 2010 by andipab in No comment

Tagged with

Fotografowanie między kroplami deszczu   16 Komentarzy

Jesień. Po pięknej złotej jesieni nastały słotne listopadowe dni. Wiatr strącił z drzew kolorowe liście, deszcz pada z małymi przerwami, dni stały się krótkie i ponure. W komputerze przeglądamy zrobione wcześniej zdjęcia – o tutaj piękny słoneczny wiosenny dzień i bielejące w słońcu kwiaty drzew owocowych, a tu wakacje, błękitne niebo, plaża, na morzu żaglówki, dalej zdjęcia z grzybobrania i jak wtedy w lesie było bajecznie kolorowo… A teraz, aż żal ściska serce… Aparat schowany w szafie, byle jaka pogoda, szaro, ponuro i co tu fotografować.

Kiedyś pan Andrzej A. Mroczek w swojej książce “O fotografowaniu” wylansował wspaniałe określenie – fotografia wyżowa. Autor dopatrzył się pewnej zależności pomiędzy pogodą a fotografią. Jak sami możemy zaobserwować, w czasie niżu i deszczowej pogody nie spotyka się ludzi z aparatami, natomiast jeśli tylko przychodzi wyż atmosferyczny co krok spotykamy kogoś z aparatem. Czy zależność wysokiego ciśnienia atmosferycznego i chęci pstrykania zdjęć dotyczy tylko fotografów amatorów, którzy idąc na spacer zabierają aparat, bo może się coś ustrzeli. Nie, ta przypadłość dotyka również fotografów zawodowych. Przejrzyjmy albumy fotograficzne o Polsce. Jaki obraz nam się przedstawia – Polska najprawdopodobniej jest krajem południowym, słońce zawsze świeci, zawsze jest w zenicie i na niebie nie ma chmur, a jeżeli już się gdzieś pojawią, to są bielusieńkie jak wata cukrowa i płyną leniwie po niebieskim niebie. I tu nasuwa się kolejna ciekawostka – każdy podręcznik do fotografii dla początkujących podkreśla, że najgorszą porą do robienia zdjęć w plenerze są godziny południowe, gdyż słońce jest bardzo ostre i pada z góry, co powoduje, że oczy osób fotografowanych giną w głębokich cieniach oczodołów, kolory są wypalone itp. itd. No, ale to zawodowców nie dotyczy.

Jak każdy pewnie zaobserwował, najbardziej się podobają zdjęcia pejzaży z chmurami. Ciemne, groźne chmury deszczowe wspaniale podnoszą dramaturgię zdjęcia. Jasne chmury na niebie cudownie rozpraszają światło słoneczne, w efekcie czego mamy wspaniałe miękkie oświetlenie. A zatem w pochmurne dni mamy świetne warunki do fotografii. Deszczowe jesienne dni też mogą przynieść ciekawe zdjęcia. Największym problemem jest zmobilizowanie siebie do wyjścia z domu. Na pewno konieczne jest odpowiednie ubranie – nieprzemakalna kurtka lub płaszcz, ciepłe skarpety i gumiaki na nogach. Warto zabrać ze sobą parasol, bo nie zawsze można skryć się pod jakimś zadaszeniem, by zrobić zdjęcie. Sam aparat można w prosty sposób zabezpieczyć przed kroplami deszczu używając cienkiej foli spożywczej, a na obiektyw założyć osłonę przeciwsłoneczną, by krople nie padały na przednią soczewkę. Oczywiście aparatu nie można wystawiać na ciągły kontakt z deszczem, ale chwilowe wyjęcie go z torby lub z pod kurtki na pewno mu nie zaszkodzi. Są już coraz powszechniejsze amatorskie aparaty zabezpieczone przed kurzem i zachlapaniem wodą, a nawet takie którymi można bez specjalnych obudów robić zdjęcia pod wodą, ale każdy nieuszczelniony aparat można w prosty sposób zabezpieczyć używając materiałów dostępnych w każdym gospodarstwie domowym.

Skoro już zmobilizowani wyszliśmy z domu rozglądajmy się uważnie za motywami fotograficznymi. Zatrzymajmy się w jakiejś bramie i poobserwujmy. Ludzie skryci pod parasolami w pośpiechu przemykają ulicami, niejednokrotnie stanowią ciekawy i nietypowy motyw zdjęcia. Samochody rozpryskując kołami kałuże przemieszczają się w istnej chmurze wodnego aerozolu unoszącego się nad podświetlonym reflektorami asfaltem. Kałuże, jak krzywe zwierciadła pokazują fragmenty otaczającego świata w przedziwnej odwróconej perspektywie. Na gałązkach krzewów niczym naszyjniki z pereł zatrzymały się ciężkie krople deszczu. W parkach zasypane mokrymi liśćmi, opustoszałe alejki wyglądają niczym pokryte ceramiczną mozaiką. Nagle spostrzegamy, że ten deszczowy, ponury świat nabiera barw, przybiera nowe formy, a czasami jest pełen komicznych sytuacji.

Po takim deszczowym spacerze możemy zasiąść przed monitorem komputera i popijając gorącą herbatę oraz sącząc pachnącą latem nalewkę poprzeglądać zrobione zdjęcia i sądzę, że następne wyjście na deszczową sesję zdjęciową nie będzie już wymagało takiej trudnej mobilizacji.

The rainy day

Cisza po burzy

Mju20081016_0025

Mju20081016_0033

E20090701_0071

Posted 6 listopada 2010 by andipab in O fotografowaniu

Tagged with , ,

01 LISTOPAD   2 Komentarze

Posted 31 października 2010 by andipab in Refleksje

Tagged with ,

+++   7 Komentarzy

X

Posted 31 października 2010 by andipab in Refleksje

Tagged with

Kapliczka   Leave a comment

Kapliczka

Posted 30 października 2010 by andipab in Gdzieś obok nas

Tagged with , ,

Na zawsze razem   2 Komentarze

Na zawsze razem

Posted 28 października 2010 by andipab in Fotografia

Tagged with , ,

Zapraszam na słoneczny spacer   3 Komentarze

Już niebawem skończy się złota polska jesień i nastaną szare deszczowe dni, a po nich choć malownicza, ale mroźna zima. Wszystkim będzie brakowało  długiego dnia, słonecznych popołudni, kiedy to siadając na ławeczce możemy odpocząć po trudach minionego dnia. Aby łatwiej  przetrwać ten nieprzyjazny okres warto już teraz powspominać jaka  była tegoroczna wiosna, gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy w okresie letniej kanikuły. W długie zimowe wieczory pooglądać zrobione latem zdjęcia, powspominać radosne chwile i w cieple zacisza domowego, przy filiżance gorącej herbaty oraz lampce dobrego wina snuć plany na przyszły rok. Dokąd pojedziemy na wakacje, co chcielibyśmy zobaczyć. Nie muszą to być zagraniczne wojaże, zastanówmy się ile ciekawych miejsc jest w naszym kraju, które naprawdę warto zobaczyć.

Zapraszam na słoneczny spacer po gdyńskim bulwarze nadmorskim. Było piękne słoneczne majowe popołudnie…  Na spacerze  towarzyszyć nam będzie mistrz kontrabasu Ron Carter i jego kwartet. A zatem w drogę…

Posted 23 października 2010 by andipab in Powspominajmy

Tagged with ,

Przygoda z dzikami   5 Komentarzy

Wszystkie zwierzęta dziko żyjące w lesie, na widok człowieka z reguły oddalają się. Dziki będące w stadzie ignorują człowieka, ale dla bezpieczeństwa należy zachować odpowiedni dystans i zachowywać się spokojnie, aby nie poczuły się zagrożone. Najniebezpieczniejsze są lochy z warchlakami. Nie należy do nich blisko podchodzić. Czasami nie zauważymy lochy leżącej i karmiącej młode, choć z reguły w jej pobliżu przebywa też samiec. Należy się niezwłocznie oddalić, ale bez paniki i gwałtownych ruchów.

Kiedyś wybrałem się z żoną i synem na spacer do pobliskiego nadmorskiego lasu. Już wchodząc do lasu na ścieżce natrafiliśmy na ogromnego odyńca, który z drugim kompanem przeorywał ściółkę. Obeszliśmy ich dookoła (dużym kołem ) i poszliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się jakieś pięćset metrów dalej na pagórku, u stóp którego zobaczyliśmy lochę z małymi warchlakami. Chwilę je obserwowaliśmy, aż tu nagle, za plecami słyszymy dziwne szelesty. Obracamy się, a w naszą stronę wędrują trzy dziczki (takie roczniaki). Zachowując “spokój” zaczęliśmy oddalać się, a one jak gdyby nic, pokwikując wesoło podążały za nami maszerując przy naszych nogach niczym psy na spacerze. Choć byliśmy całą trójką wystraszeni staraliśmy się poruszać swobodnie, bez gwałtownych ruchów. Dramaturgię sytuacji spotęgowało to, że na leśnej drodze i jej poboczu po drugiej stronie górki na której byliśmy w przymusowym towarzystwie młodych dziczków żerowało stado kilkunastu dorosłych dzików, między którymi uwijała się całe gromadka młodzieży. Na domiar złego na drodze poniżej pojawiła się dwójka rowerzystów, którzy widząc watahę dzików zatrzymali się i pokrzykując próbowali wystraszyć stado. Zrobiło się zamieszanie. Starsze dziki (zbytnio nie wystraszone ) zaczęły wydawać groźnie brzmiące pokwikiwania, na co towarzyszące nam dziczki pospiesznie zbiegły z górki dołączając do stada, a my szybszym krokiem powędrowaliśmy grzbietem wzgórza w kierunku skraju lasu. Nie miałem wtedy przy sobie aparatu fotograficznego, ale gdybym nawet miał, to i tak bym chyba zdjęć nie zrobił, bo jakoś o fotografowaniu wtedy nie myślałem.
W niespełna miesiąc po opisanej powyżej przygodzie, służby leśne razem ze strażą miejską przeprowadziły akcję wyłapania i wywiezienia części dzików z podmiejskich lasów w głąb Borów Tucholskich. Dziki w poszukiwaniu pożywienia zaczęły przychodzić na przyleśne osiedla i bulwar nadmorski, a liczne skargi mieszkańców wymusiły działania na władzach miejskich.

E20090909_0003

Ku przestrodze: pamiętajmy zawsze o tym, że żadne dzikie zwierzę nie pozwala zbliżyć się człowiekowi. Jeżeli tak jest, to najprawdopodobniej jest chore ( może to być wścieklizna ). Jeżeli przypadkowo znajdziemy się w bliskim kontakcie z dzikim zwierzakiem, zachowujmy się spokojnie, by nie wzbudzać w nim poczucia zagrożenia, a tym samym wywołać agresji. Najniebezpieczniejszym dla człowieka zwierzakiem może być dziko wałęsający się po lesie pies i nigdy nie wiadomo, czy zbliża się do nas, bo szuka właściciela, czy szykuje się do ataku.

Posted 21 października 2010 by andipab in Powspominajmy

Tagged with , ,

Czego nie widać na fotografii   8 Komentarzy

Do wykonania zdjęcia przeważnie potrzeba ułamka sekundy – skierowujemy obiektyw aparatu na interesujący nas obiekt, naciskamy spust migawki, aparat robi pstryk i zdjęcie gotowe. Na obrazie uwieczniony został motyw główny, wyraźny i ostry, za nim tło, delikatnie rozmyte, aby nie dominowało właściwego tematu zdjęcia, wszystko to w przyjemnych dla oka, niezbyt agresywnych barwach. Każdy oglądający z uznaniem potakuje głową i zachwyca się pięknem tej fotografii.

Ale czego nie widać na fotografii ? Nie widać tego, ile fotografujący przygotowywał się do wykonania takiego zdjęcia. Przed sobą mamy jedynie końcowy efekt wykonanej pracy. Na uzyskanie takiego, a nie innego obrazu złożyło się wiele czynników. Początkiem jest zazwyczaj pomysł na zrobienie jakiegoś typu zdjęcia. Jeżeli będzie to np. fotografia krajobrazowa, to w naszej głowie powstaje plan co, gdzie i kiedy chcemy sfotografować. Potem szykujemy niezbędny sprzęt (aparat, obiektywy, statyw itp. ), przygotowujemy się do podróży do upatrzonego miejsca i wyruszamy na tyle wcześnie, by dotrzeć tam o określonej porze dnia. Będąc już na miejscu może okazać się, że zastany widok nie do końca odpowiada naszym wcześniejszym wyobrażeniom. Owszem zrobiliśmy całą serię zdjęć, ale nie spełniły one naszych oczekiwań. W naszej wizji czegoś nie uwzględniliśmy, może przybyliśmy na miejsce o niewłaściwej porze dnia, może… Tych “może” może być wiele, każde z nich trzeba rozważyć. Jeżeli zdjęcia zaplanowaliśmy niedaleko od miejsca zamieszkania, to pół biedy, możemy powrócić tu za jakiś czas, ale gdy od domu jesteśmy daleko, musimy zadowolić się tym co zastaliśmy i wykorzystać do maksimum nasze możliwości, choć efekty będą gorsze od oczekiwanych.

Jesień_edit

Żeby zrobić to zdjęcie powracałem w to miejsce kilkakrotnie w odstępach tygodniowych. Czekałem aż liście brzóz nabiorą pomarańczowo-złotego koloru. Za każdym razem ubierałem wysokie gumiaki, aby dojść z tej strony na skraj wody. Opłacało się czekać, choć istniało ryzyko, że pierwszy nocny przymrozek zrzuci liście na ziemię i do sfotografowania pozostaną jedynie świerki i nagie białe brzozy. Na kolejną polską złotą jesień będzie trzeba poczekać tylko rok.

Fotografowanie wymaga dużo cierpliwości. Lubiane przez wszystkich zdjęcia przyrodnicze tzw. “wildlife” wymagają od fotografującego dużo poświęcenia, bardzo dużo cierpliwości i dużo szczęścia. Jeżeli planujemy fotografowanie dziko żyjących zwierząt, musimy najpierw o nich poczytać, zdobyć trochę wiedzy o ich zwyczajach, ulubionych miejscach w których przebywają, jeżeli to możliwe najlepiej od ludzi, którzy na co dzień z nimi stykają się np. leśników. Wiedza taka niezbędna jest też dla naszego bezpieczeństwa, gdyż zwierzęta czując zagrożenie mogą nas zaatakować, choć zazwyczaj schodzą nam z drogi. Fotografia przyrodnicza wymaga też odpowiedniego sprzętu do fotografowania (teleobiektywy, statywy), jak i wyposażenia ochronnego i maskującego.

Z własnych skromnych doświadczeń, mogę powiedzieć, że podchodzenie zwierzyny jest bardziej pasjonujące niż samo fotografowanie jej, chociaż głównie chodzi tu o zrobienie zdjęć.

13A_014520060823_23082006 15A_014720060823_23082006

Do wypatrzonej na polanie sarny podchodziłem od tyłu. Nie mając przy sobie teleobiektywu o odpowiednio długiej ogniskowej musiałem zakraść się stosunkowo blisko, aby na zdjęciu nie była tylko rudawą plamką na zielonym tle. Gdy już byłem wystarczająco blisko, długo czekałem, aż skieruje głowę w moją stronę, żebym na fotografii nie miał tylko ujęcia jaj zadu. Obawiałem się bardzo, że naciśnięcie spustu migawki i charakterystyczny odgłos podnoszonego lustra spowoduje to, że kilkoma susami czmychnie, by ukryć się w głębi lasu. Szczęśliwie wietrzna pogoda była moim sprzymierzeńcem i wiatr zagłuszył zarówno odgłos wydawany przez aparat, jak i rozwiał mój zapach, dzięki czemu z niedużej odległości mogłem być świadkiem tak uroczej sceny.

E20090701_0063

Tym razem nie byłem już taki sprytny… Kiedy czaiłem się za drzewami, aby przygotować aparat do zdjęć zauważonej sarny, okazało się, że to ja byłem bacznie obserwowany i to zapewne od dłuższego czasu. Wystarczyło, że wychyliłem się trochę zza drzewa, koziołek leżący w trawie, którego miałem zamiar uwiecznić na fotografii, wydał odgłos podobny do głośniejszego chrząknięcia i z trawy podniosła się sarna, za którą podążała młodziutka sarenka. Szybko oddaliły się w stronę koziołka. Nie muszę chyba dodawać, że o ich istnieniu nie miałem zielonego pojęcia. Zdążyłem jedynie pstryknąć dwa zdjęcia i już cała trójka zniknęła z zasięgu mojego wzroku.

Innym razem, trochę zrezygnowany po wielogodzinnej wędrówce po lesie, w czasie której nie natrafiłem na żadne dziko żyjące zwierzęta, doszedłem na skraj lasu i nagle ujrzałem Króla Lasu beztrosko odpoczywającego na trawie. Drżącymi z emocji dłońmi wziąłem aparat i… (oby tylko czegoś nie sknocić …) Udało się !!!

E20090701_0093 

Emocji jakie towarzyszyły przy robieniu tego portretu nie widać na zdjęciu i trudno je wyrazić słowami. Jeleń wygrzewał się w słońcu, trwając prawie w bezruchu.

Przy robieniu wielu fotografii towarzyszą wielkie emocje. Na wiele ujęć trzeba cierpliwie czekać, czasami wiele godzin. Jeżeli wszystko się powiedzie, to mamy w swoich zbiorach zachwycające prace i obsypywani jesteśmy przez wszystkich oglądających pochwałami. Są to chwile wspaniałe dla autora zdjęć. Ale bywa i tak, że mimo wcześniejszych starannych przygotowań oraz włożonej pracy nie uzyskujemy oczekiwanych efektów. Z mojego balkonu, na przeciwległym wzgórzu widać kościół z dwoma szpiczastymi wieżami. Pewnego wieczoru była pełnia księżyca. Wymyśliłem sobie, że zrobię zdjęcie w momencie, kiedy księżyc przesunie się tak, że będzie ustawiony idealnie pomiędzy dwoma wieżami. Poczyniłem odpowiednie przygotowania, ustawiłem statyw na balkonie, przygotowałem aparat oraz obiektyw, wstępnie wykadrowałem ujęcie i pozostało tylko czekać. Około godziny 3:00 księżyc zbliżał się do wież. Ale z drugiej strony na wcześniej bezchmurnym niebie pojawiły się chmury. Zaczęła się wojna nerwów, co będzie szybciej przy wieżach. Chmury czy księżyc. Ten wyścig wygrały chmury, a ja z podkrążonymi oczami wyszedłem o 6:30 do pracy.

Ale pocieszam się, że pełnia jeszcze nie raz będzie, a ja się nie przeprowadzam, więc wszystko jeszcze się może zdarzyć.

Posted 16 października 2010 by andipab in Nature, O fotografowaniu, Scenerie, Wildlife

Tagged with

Kolorowa biel   2 Komentarze

Siedząc w fotelu bezwiednie spoglądałem na białą ścianę pokoju. Za oknem już szarówka, słabe światło wpadało przez okno do pokoju i oświetlało ścianę. Wstałem, podszedłem do włącznika i zapaliłem światło, po czym ponownie usiadłem w fotelu. Kiedy spojrzałem na ścianę, była oświetlona światłem lampy, a ja znów widziałem jej biel. W pewnym momencie uzmysłowiłem sobie, że biała ściana oświetlona żarówką tak naprawdę wcale nie jest koloru białego, ale wygląda na żółtawą. Oświetlona słabym światłem wpadającym przez okno do pokoju, też nie była biała, ale jasno szara. Mając w głowie zakodowaną informację, że ściana pomalowana jest śnieżnie białą farbą, mimo zmian oświetlenia ciągle widziałem jej biel. Tak naprawdę, to nigdy nie zdarza się, że widzimy prawdziwą biel, ale informacje przesyłane z naszego oka do mózgu są przez niego tak interpretowane, że białe jest białe. Tak, tak – mamy w głowie najwspanialszy komputer na świecie, wyposażony w olbrzymie archiwum wzorców, szablonów, odnośników i Bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze, dzięki którym wszelkie informację do niego docierające są odpowiednio przeanalizowane, porównane oraz zinterpretowane w ułamku sekundy.

Spostrzeżenie swoje odniosłem teraz do fotografii. Współczesne aparaty fotograficzne wyposażone są w szybkie procesory, dokonujące milionów obliczeń, aby to co rzutuje obiektyw na matrycę przerobić na cyfrowy zapis na karcie pamięci. Ale aparat nie ma zdolności interpretowania tego, co widzi jego obiektyw. Aby barwy były poprawnie oddane, większość aparatów wyposażono w funkcję regulacji balansu bieli. Jeżeli na fotografowany kolorowy motyw, pada światło o jakimś zabarwieniu, a w fotografowanym motywie występuje barwa biała i jej obraz będzie poprawnie oddany, to obraz wszystkich pozostałych kolorów będzie też prawidłowy.

W prostych aparatach ustawiając balans bieli, ograniczamy się do wyboru odpowiedniego piktogramu (słoneczka, chmurki, żarówki itp.), w bardziej zaawansowanych modelach podana jest temperatura barwowa światła wyrażona w stopniach Kelvina. No jakie to proste…, ale nasuwa się pytanie ile stopni Kelvina ustawić. Różnica temperatury światła słonecznego w ciągu jednego dnia może sięgać aż 4000 stopni Kelvina, zatem nastawienie “słoneczka -5300K” obarczone jest ogromnym błędem. Skąd fotografujący w pomieszczeniu ma wiedzieć czy zawieszone pod sufitem świetlówki dają światło o temperaturze barwowej 4000K, 4500K czy 6600K i jak na temperaturę światła wpływają dodatkowo jeszcze zapalone tradycyjne żarówki dające światło 3000K. Ktoś powie, że jeszcze w aparacie ma możliwość ręcznego ustawiania balansu bieli. No fakt, lepsze aparaty mają taką możliwość, ale ustawienia takie opierają się na obserwacji wzrokowej, czy biel jest ustawiona prawidłowo czy nie, a oko wysyła informację do naszego mózgu, który interpretuje to jako białe, bo ma być białe.
I tu możemy prowadzić dyskusję typu “o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiejnocy” lub odwrotnie jeżeli ktoś woli.

Zatem czy jesteśmy w takim razie bezsilni, a nawet ręczne ustawianie balansu bieli jest tylko marketingowym chwytem, obliczonym na to by lepiej sprzedać swój produkt. Możemy zaufać własnej nieomylności. Fotografie zrobione o zachodzie słońca i tak u wszystkich wywołają pozytywne emocje. Gdyby zdjęcia o zachodzie słońca oddawały wszystkie barwy takimi jakie są w rzeczywistości, fotografie te straciłyby cały swój nastrój. Ale nie zawsze możemy sobie zaufać. Czasami bardzo zależy nam na oddaniu prawdziwych barw. Na szczęście pomysłowość ludzka nie zna granic i wymyślono coś takiego jak prosty przyrząd do ustawiania balansu bieli. Jest to zwykły dekielek, wykonany z mlecznobiałego plastiku, który przed wykonaniem zdjęcia zakłada się na obiektyw aparatu i dopiero wtedy dokonuje się regulacji ręcznej balansu bieli. Po ustawieniu prawidłowej korekty zdejmujemy dekielek z obiektywu i wykonujemy zdjęcie. Powinno być wszystko OK. Dekielek taki kosztuje w sklepach z akcesoriami fotograficznymi od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Można go sobie przyczepić do aparatu, aby zawsze był pod ręką i nie zgubił się. Jest pomocny wszędzie tam, gdzie w pobliżu nie mamy koloru białego, by użyć go jako wzorca. Już sama świadomość, że ustawiliśmy balans bieli na podstawie specjalnego przyrządu uspokaja nas, choć tak naprawdę wzrokowo ocenialiśmy czy białe jest białe, a oko wysłało informację do mózgu, który…

Pozdrawiam i życzę wszystkim wielu zdjęć, które oglądającym zapierają dech w płucach Uśmiech

Nurogęsi w zimowej scenerii
fot. Nurogęsi na lodzie.

 Ich pióra mają barwę kremowo-łososiową, białe są jedynie lotki na skrzydłach.

Posted 15 października 2010 by andipab in O fotografowaniu

Tagged with