Teatr życiem pisany
Gdy milkną słowa i oklaski,
gdy gasną światła rampy,
to rozpoczyna się nowa gra, gra o życie,
gdzie każdy aktor główną rolę gra
i własny scenariusz pisze.
Teatr życiem pisany
Gdy milkną słowa i oklaski,
gdy gasną światła rampy,
to rozpoczyna się nowa gra, gra o życie,
gdzie każdy aktor główną rolę gra
i własny scenariusz pisze.
Robić ludziom zdjęcia to gwałcić ich – oglądać takimi, jakimi nigdy sami siebie nie widują, zyskać o nich wiedzę, jakiej sami nigdy nie będą mieli, i w ten sposób uczynić z nich przedmioty, którymi można symbolicznie zawładnąć.
Susan Sontag – "O fotografii"
Wszystkie fotografie mówią : "Memento mori ". Robiąc zdjęcie, stykamy się ze śmiertelnością, kruchością, przemijalnością innej osoby lub rzeczy. Właśnie dlatego, że wybieramy jakąś chwilę, wykrawamy ją i zamrażamy, wszystkie zdjęcia stanowią świadectwo nieubłagalnego przemijania.
Susan Sontag – "O fotografii"
Zmierzch z nocnym mrokiem zaplatają matę,
matę szeroką, półciemną, półjasną,
na czarne pasmo kładą srebrne pasmo,
na pasmo miękkie dwa pasma włochate…
Tkają w nią róże białe, jakieś iskry,
ram pozłacanych mrący uśmiech ryży,
uparte światło kryształowej miski
i niebieskawy blask okiennych krzyży…
Przez próg do parku idą i wciąż plotą,
i dalej wiążą włochate przędziwa –
nietoperz, księżyc goniący z tęsknotą,
skrzydłem zamiata i splot im przerywa…
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Po męczącej porze letniej przyszła dłuższa niż zwykle jesień.
Chociaż trwała dłużej nie skąpała w morzu barw mego serca,
nie zapełniła umysłu kolorowymi wspomnieniami rozgrzewającymi w zimowe wieczory.
Zima choć łagodniejsza stłamsiła ciało, zabiła pozytywne myśli, pozostawia zwątpienie…
Czy uda się pokonać przeciwności losu, czy zbliżającą się wiosną starczy sił na odrodzenie ?
A może przyjdzie mi zatańczyć z wiatrem i odfrunąć gdzieś w nieznane ?
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Był już taki egzamin z historii, kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali i został po nich uroczysty cmentarz
Nie ma pewności, że to był egzamin
Nie ma pewności, że wszyscy oblali
Jest pewność, że został po nich uroczysty cmentarz
Była już taka miłość, ale nie ma pewności, że to była nasza
Byli już tacy ludzie, ale nie ma pewności, że to byliśmy my
Ale nie ma pewności, że to byliśmy my
Ale nie ma pewności, że to byliśmy my
Był już taki język, ale nie ma pewności, że nim mówiliśmy
Były już takie latające pteranodony
Ale nie ma pewności, że to za naszych czasów
Ale nie ma pewności, że to za naszych czasów
Było już takie milczenie, ale nie ma pewności, że to pomiędzy nami
Był już koniec świata, ale nie ma pewności, że to naszego świata
Ale nie ma pewności, że to naszego świata
Ale nie ma pewności, że to naszego świata
Była już taka miłość, ale nie ma pewności, że to była nasza
Byli już tacy ludzie, ale nie ma pewności, że to byliśmy my
Ale nie ma pewności, że to byliśmy my
Ale nie ma pewności, że to byliśmy my
Ewa Lipska
Samotne drzewo pośród łąki,
Co z niebem tylko cicho gada.
I swoje bóle i tęsknoty,
Bogu i chmurom opowiada.
Rośnie tam samo, opuszczone,
Przez braci wszystkich, siostry wszystkie
I tęskni wiecznie za miłością
O której chmury mówią mgliście.
I czeka ciągle wiosną, latem.
I zimą mroźną nawet czeka.
Może mu kiedyś wiatr przyjaciel
Przywieje miłość gdzieś z daleka?
I chociaż ciągle wicher wieje,
Przenosząc nowych nasion krocie.
To żadne z drzew tam nie chce rosnąc,
By ulżyć jemu w tej tęsknocie.
Pytasz mnie jaki jest mój świat?
Mój świat…
to gra świateł i cieni
to miliony kolorów i gama szarości
to wibracje powietrza, niskie i wysokie tony
to szum fal, wycie wiatru, plusk wody w strumieniu
to odgłosy lasu, śpiew ptaków, bzyczenie owadów
to trzask suchej gałęzi zdradzający kryjówkę dzikiej zwierzyny
to rozmowa drzew, głuche pomruki, zawodzenia, szelest liści na wietrze
to odgłos migawki aparatu zatrzymującego chwilę
to wreszcie sapanie psa ocierającego się o moje nogi…
tak, to jest mój świat, z dala od zgiełku, z dala od ludzi…
Polska wierzba, krzywa, pochylona,
Piorunami trafiana raz po razie,
Ma tysiące gałęzi, zieleńszych od liści, Prostych, promiennych,
Które biją z jej piersi jak akty strzeliste, Ku niebu, w ekstazie!
Wielki, wielki mam sentyment dla tej wierzby!
Jak ona wierzy w życie! — I my wierzmy…
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska