Archiwum autora

Fabryka chmur   4 Komentarze

E-20110719_01

E-20110719_02

E-20110719_06

E-20110719_08_8bit_20110724122603

E-20110719_09

Posted 24 lipca 2011 by andipab in Fotografia

Clark, Miller, Wooten   Leave a comment

 

Posted 24 lipca 2011 by andipab in Co mi w duszy gra

Antoine Dufour – These Moments   Leave a comment

Posted 24 lipca 2011 by andipab in Co mi w duszy gra

Dwie wieże   2 Komentarze

Dwie wieże

Posted 17 lipca 2011 by andipab in Fotografia

Zatopione w zieleni   1 comment

E-20110708_001

E-20110708_003

E-20110708_004

E-20110708_034

E-20110708_035

Posted 9 lipca 2011 by andipab in Fotografia

Patrzeć sercem i duszą   5 Komentarzy

W dzisiejszych czasach aparat fotograficzny stał się nieodłącznym rekwizytem towarzyszącym nam w codziennym życiu. Fotografujemy wszystko i wszędzie. Większość popularnych ilustrowanych tygodników redagowanych jest wg jednego szablonu: opublikować dużą ilość kolorowych fotografii między które wciska się  kilkanaście zdań, niejednokrotnie merytorycznie całkowicie niespójnych z zamieszczonymi ilustracjami. W większości wypadków fotografie są z punktu technicznego bez zarzutu – czego nie udało się prawidłowo uchwycić na zdjęciu jest wyciągnięte w Photoshopie, a w skrajnych przypadkach niektóre elementy na zdjęciach są usunięte lub co gorsze dokomponowane do wyjściowej fotografii. Taki “photoshopowy” obraz atakuje nas ze wszystkich stron, utrwala w większości umysłów przekonanie jak powinna wyglądać każda fotografia.

bezduszna Photoshopowa rzeczywistość

 

   Wędrując po różnych portalach fotograficznych, na których bardzo wielu młodych ludzi prezentuje swoje fotografie dają się zaobserwować takie tendencje. Szczególnie widoczne jest to w komentarzach, które z założenia mają służyć do dzielenia się swoimi doświadczeniami, udzielania mniej doświadczonym użytkownikom rad czy sugestii, gdzie konstruktywna krytyka ma służyć podnoszeniu umiejętności. Z drugiej strony na portalach fotograficznych tworzą się rywalizujące ze sobą klany “nikoniarzy”, “canonowców”, “soniaków” itp., dla których najważniejsza stała się techniczna perfekcja, a nie treść zdjęcia. Dla tych osób fotografia to przepalone światła, niedoświetlone cienie, słaba ostrość, kiepska rozdzielczość, winietowanie, histogramy, balanse bieli, mocne punkty itp. Nie starcza już miejsca na ukryte w fotografii emocje, nastrój, historię zapisaną pomiędzy pojedynczymi pikselami. Pomijając fotografów zawodowych, którzy pracując na konkretne zlecenie muszą osiągnąć z góry określony efekt, każdy fotografujący sięga po aparat na skutek impulsu, emocji podpowiadających mu, że teraz jest ten moment, który warto uchwycić na zdjęciu. Składa się na to specyficzne dla danej chwili oświetlenie, nasz psychiczny nastrój, jak i bodźce zewnętrzne, których fotografia nie jest w stanie zarejestrować.

Wyobraźmy sobie osobę lubiącą górskie wędrówki, która mozolnie turystycznym szlakiem wspina się na szczyt, gdzie rozpościera się przepiękna panorama. Po wielogodzinnej wspinaczce staje na szczycie, rozgląda się, zdejmuje ciężki plecak, który przez wiele godzin wrzynał się w ramiona i przygniatał do ziemi, drżącymi ze zmęczenia rękoma wyjmuje aparat aby uchwycić na pamiątkę ten niesamowity widok, by później w zaciszu domowym pokazać wykonane zdjęcie i opowiedzieć jak tam było pięknie, jak trudna była wspinaczka, na jakiej cudownej planecie żyjemy… ach, jaka szkoda, że nie mogliście być razem ze mną. Owe zdjęcie zamieszczone zostaje w Internecie i pojawia się pod nim kilkanaście komentarzy typu, że słońce umieściłbym po lewej stronie kadru, cienie są za niebieskie, a wyrastające na skalistym zboczu krzewinki psują kompozycję.

Na jednym z portali widziałem fantastyczne zdjęcie zrobione gdzieś prawdopodobnie na Bliskim Wschodzie. Fotografia przedstawiała starszego mężczyznę siedzącego na kamiennych schodach. Odziany był w starą, powycieraną koszulę i w podobnym do koszuli stanie zakurzone spodnie, na stopach miał ubrane buty sportowe m-ki Adidas. Pod zdjęciem zamieszczonych kilka komentarzy mówiących, że Adidasy nie pasują do kompozycji zdjęcia. Nikogo nie interesuje fakt, że w dzisiejszym cywilizowanym świecie tak żyją ludzie w niektórych regionach świata. Może należało w Photoshopie dokleić stopy odziane w sandały. Wtedy całość tworzyłaby ładną egzotyczną kompozycję wartą wykonania dużego powiększenia i zawieszenia na ścianie w salonie.

Przykładów takich można podawać wiele. We mnie natomiast budzi się smutna refleksja, że współczesna fotografia staje się coraz bardziej bezduszna, coraz rzadziej towarzyszy jej pewnego rodzaju magia, niosąca ze sobą tajemniczość, delikatność, emocje i uczucia. We współczesnym świecie tacy legendarni fotograficy jak Jan Bułhak, Witold Dederko, Włodzimierz Puchalski i wielu innych nie mieli by najmniejszych szans na zaistnienie ze swoją twórczością.         

Posted 3 lipca 2011 by andipab in O fotografowaniu

Keith Emerson and The Nice   Leave a comment

Posted 25 czerwca 2011 by andipab in Co mi w duszy gra

Królowie mórz…   3 Komentarze

E11062011_12

Na zaproszenie Akademii Morskiej Gdynię ponownie odwiedziły wspaniałe żaglowce Kruzenshtern i Mir.

Posted 12 czerwca 2011 by andipab in Bez kategorii

MAGIA FOTOGRAFII ANALOGOWEJ   7 Komentarzy

 

Doskonale pamiętam moment zakupu pierwszego aparatu fotograficznego ( z perspektywy czasu jakże prymitywnego urządzenia ) i moje początki samodzielnego wywoływania zdjęć. Były to naprawdę magiczne chwile.

Po wykonaniu pierwszych fotografii przyszła kolej na wywołanie filmu. Zamknięty w zupełnej ciemności przełożyłem film z aparatu do koreksu. I tu pierwsze zaskakujące doznania – w zupełnej ciemności, kiedy oczy nic nie widzą, jakże wyostrzają się wszystkie pozostałe zmysły. Z łatwością po omacku odnajduje się wszystkie wcześniej rozłożone przedmioty, palce dłoni sprawnie rozpoznają kształty, wyczuwają najdrobniejsze szczegóły, tak że odpowiednie odcięcie końcówki wkładanego do koreksu filmu nie sprawia najmniejszych trudności. Po zamknięciu puszki koreksu można już śmiało zapalić światło i dalsze czynności wykonywać przy świetle dziennym.

Przygotowane wcześniej odczynniki chemiczne wlewa się po kolei do koreksu i odmierzając czasy poszczególnych etapów, ciągle delikatnie obracając szpulę wywołuje się film. Najpierw wywoływacz, potem przerywacz, utrwalacz i płukanie końcowe. Po trwającym około 45 minut wywoływaniu można już przy świetle dziennym wyjąć z koreksu film. I tu kolejne przeżycia… co z naszego pstrykania wyszło – na obślizgłej, mokrej taśmie można po raz pierwszy zobaczyć efekty fotografowania. Wszystko trzeba robić bardzo delikatnie, bo namoknięta warstwa emulsji fotograficznej łatwo może ulec uszkodzeniu. Mały negatywowy obraz pozwala pobieżnie zorientować się czy film został prawidłowo naświetlony, czy dobrze wykonaliśmy proces wywoływania, czy może jeszcze trzeba coś skorygować stosując dodatkowe procesy chemiczne. Samych detali obrazu fotograficznego jeszcze nie widać.

Po wysuszeniu filmu przechodzimy do dalszych czynności, czyli do uzyskania obrazu pozytywowego. Już nie trzeba przesiadywać w ciemności, wszystkie czynności możemy wykonywać w oliwkowym lub czerwonym świetle. Papier fotograficzny ułożony na maskownicy powiększalnika naświetlamy światłem żarówki fotograficznej, po czym przenosimy go do wywoływacza, gdzie delikatnie poruszając nim oczekujemy na pojawienie się pierwszych najmocniej naświetlonych detali. Początkowo nic się nie dzieje i nagle, stopniowo ciemniejąc pojawiają się … W przypadku portretu są to oczy osoby fotografowanej, które nieruchomo wpatrują się w nas, jakby pragnęły nas zahipnotyzować, a następnie stopniowo pokazują się pozostałe słabiej naświetlone detale uzupełniające cały obraz. Po wywołaniu odbitki wykonujemy pozostałe czynności, czyli utrwalanie, płukanie, suszenie i oprawianie lub wklejanie do albumu gotowego zdjęcia, by cieszyć się nim, co jakiś czas przeglądając i przywołując wspomnienia dawno zatrzymanych chwil.

Dzisiaj opisany pokrótce proces wywoływania zdjęcia przechodzi w zapomnienie. Producenci cyfrowych aparatów fotograficznych dają nam do ręki precyzyjne działające miniaturowe urządzenia wyposażone w szybkie procesory, które w ułamku sekundy, tuż po naciśnięciu spustu migawki pozwalają obejrzeć efekt. Jest to wygodne, szybkie i kolorowe, ale trochę pozbawiono nas magii, odebrano część emocji towarzyszących powstawaniu fotografii. Czy za parę lat będziemy mogli wspomnieć jak powstawało pierwsze zrobione przez nas zdjęcie? Ja do ostatnich chwil będę pamiętał to magiczne, hipnotyzujące spojrzenie, które pozostawiło swoje piętno na całe moje życie.

Posted 11 czerwca 2011 by andipab in O fotografowaniu

Fotografia analogowa (sentymentalny powrót do XX-go wieku).   5 Komentarzy

14A_015511A_0152

16A_0157

17A_0158

Robiąc porządki w szafie wziąłem do ręki swojego starego, wysłużonego Olympusa – analogową lustrzankę, która wiernie mi służyła przez prawie 35 lat. Aparat wspaniale ułożył się w dłoni i nagle naszła mnie ochota na zabawę starym sprzętem. W szufladzie znalazłem nienaświetlony film Kodaka i chociaż deklarowany przez producenta termin przydatności do użycia minął przed prawie ośmioma laty, zdecydowałem się na użycie go. Do aparatu włożyłem nowe baterie  i ruszyłem w plener. Po pierwszym naciśnięciu na spust migawki usłyszałem charakterystyczny trzask i klapnięcie podnoszonego lustra, po czym winder przesunął ze świstem film na następną klatkę. Jakie było moje zdziwienie, gdy po zrobieniu zdjęcia odruchowo przechyliłem aparat do dołu, aby na tylnej ściance spojrzeć na podgląd wykonanej fotografii i… ujrzałem jedynie malutkie okienko z widokiem na brzeg kasety filmu, gdzie zobaczyć można było  jaki film został założony do aparatu. Jak wyszło zdjęcie okaże się po wywołaniu filmu. Po wykonaniu kilku zdjęć przypomniały się dawne nawyki, aparat obsługiwało się komfortowo i fotografowanie sprawiało ogromną przyjemność. Znów powróciło rozumne fotografowanie, kiedy to przed naciśnięciem spustu migawki kilkakrotnie analizowało się dobór poszczególnych ustawień, staranne dobieranie kadru … i tylko po zrobieniu zdjęcia brakowało natychmiastowego podglądu. No cóż, trzeba się uzbroić w cierpliwość, poczekać dwa dni, aby oddać film do wywołania i zobaczyć efekty swojej pracy. Dodatkowo dochodziła niepewność co z tego wyjdzie, albowiem świadomie użyłem przeterminowanego filmu i to przechowywanego w szufladzie biurka, a nie jak kiedyś w specjalnym pojemniku w lodówce.

Zabawa ze starym aparatem była wspaniała, solidnie wykonany sprzęt dawał poczucie niezawodności i stwarzał duże możliwości twórcze. Nawet kupiłem nowy film i z pewnością w krótce znów powrócę do fotografowania aparatem analogowym, choć przyznam szczerze, że z ekonomicznego punktu widzenia trudno znaleźć na to uzasadnienie. Ceny dobrych filmów i usług za wywołanie oraz digitalizację zdjęć są niesamowicie wysokie ( za kilkanaście wywołanych i zeskanowanych filmów można dziś kupić średniej klasy kompaktowy aparat cyfrowy), a na samodzielne wywoływanie i przesiadywanie w ciemni nie bardzo starcza czasu i brakuje ochoty, chociaż… kto to wie Uśmiech

Posted 10 czerwca 2011 by andipab in Fotografia